niedziela, 08 stycznia 2012
wracam, wracam
bo muszę. Bo mi głowa pęcznieje. Słowami - trocinami.
Wczoraj na przykład dowiedziałam się, że fundamenty pod dom wyznacza się z dbałością o kąty proste i robi się to czasem sznurkiem.
Od początku roku środowisko lekarskie zachorowało na amnezję i z wybiciem godziny 00:00 już nie wiedzą z jaką zniżką leki wykupują dzieci i chorzy przewlekle. Uparcie wklepują pieczątkę "Refundacja do decyzji NFZ". Można 10lat chodzić do tego samego lekarza, endokrynologa przykładowo. Wysyłać sobie wzajemnie życzenia świąteczne i kartki z wakacji, a od pierwszego znów widzicie się po raz pierwszy w życiu. Magiczna chwila.
Wspieranie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Owsiaka to grzech.
Osoby, które mają odkurzacz centralny mówią, że warto zainwestować w jego zakup. Z kolei osoby, które go nie posiadają twierdzą, że jest wyjątkowo bezsensowną innowacją.

A ja się czuję w tej sytuacji tak:


... tylko kurcze nie mam takiego drzewa, żeby się złapać. Niechybnie rąbnę w dół.
sobota, 09 lipca 2011
festiwal ulica 24
Byłam. Trochę zobaczyłam nad głowami przechodniów. Smutny, smutno. Hmm...KTO wystawił Ślepców. Tydzień wcześniej wiedziona zachęcającym tyłem książki Saramagi dokonałam zakupu, nieświadoma, że festiwal zdominuje znowu zoniowe przedstawienie nocą.
Dziś byłam na biegających hebrajskich literach Baalai Shem. To przedstawienie też potrzebowało nocy. I mocy.
wtorek, 05 lipca 2011
do świata żywych
Powracam. Przekroczyłam magiczną datę 28 czerwca 2011 r. Magiczną stała się dwa tygodnie wcześniej, ale zwieńczyła całą oktawę mojej pracy umysłowej.
Teraz w każdym razie wracam do siebie. Czytam.
18:19, czcionkam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 grudnia 2010
próznioglowie

Czy pustka to to samo co próżnia?

W obydwu przypadkach jest to pewnien stan braku. Z fizycznego, bo i z jakiego innego, punktu widzenia próżnia jest jednak puściejsza niż pustka. Nalać z próżnego, prawdziwe wyzwanie. Nalać z pustego w próżne łatwiej. Obietnice są tylko puste, nadzieje są płonne, wysiłki są próżne Bądź daremne.

Można mieć pustkę w portfelu i w głowie Próżni raczej posiadać nie można.

Kobiety piękne są równie puste co próżne? Czy może bardziej próżne? Żeby być próżnym, to musi się wydawać, że się coś posiada, czego ktoś inny nie posiada w równym stopniu. Zawsze mniejszym. Żeby być pustym, nie trzeba koniecznie łudzić się, że się coś ma.

Pustka i próżnia wzajemnie się więc przekreślają. Pustka mówi:"nie ma próżni". Próżnia szydzi.

Jeśli w takim razie nie ma braku, to znaczy, że jest coś. Tylko co?

22:21, czcionkam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Ożywiając
Paweł się urodził. Urodził się od razu w wieku, na oko, trzydziestu pięciu lat. Urodził się mężczyzną z całym trzydziestopięcioletnim doświadczeniem. Zmęczony, żonaty, zdradzany, w posiadaniu dwójki dzieci, z niezgodą wobec związku kościoła z państwem, z odrazą wobec gejów. Paweł wyszedł z rowu i chwiejnym krokiem podążył w stronę więzienia, a później Krótką do kebabowego serca Starego Miasta.
21:29, czcionkam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 sierpnia 2010
jestem nieuważna
- Ostatnio jestem nieuważna.
- Hę? Nieuważna? Jak to?
- Srak-to - obróciła głowę i zawiesiła wzrok gdzieś na drgającym powietrzu rozgrzanej, bitej drogi.
niedziela, 04 lipca 2010
szalone lata 12-naste
Pod szkołą, w zadrzewionej alejce. Czerwiec, niedługo do rozdania świadectw. On: blondyn, obcięty przez ojca nożyczkami krawieckimi, w kaszkietówce z emblematem słynnej drużyny koszykarskiej NBA, raczej wątłej budowy ciała o błękitnych oczach i delikatnie wykrojonych ustach zdradzających wrażliwe usposobienie. Ona: szatynka zaczesana w koński ogon, lekko puszące się włosy tworzące dymki nad uszami, raczej fajna niż ładna, lekko kokietująca Jego. Obydwoje w wieku okolo dwunastu lat.

On: Załóżmy, że jesteś zakochana...

Ona: Dlaczego ja?? (Ona chichocze)

On: Nie ważne. To tylko założenie (nie daje się zbić z pantałyku)
Załóżmy, że jesteś zakochana i jakaś dziewczyna podrywa Twojego chłopaka.

Ona: No (potulnie stara się śledzić tok rozumowania Jego)

On: To na kogo byś była wściekła? Na niego czy na nią?

Ona: No jasne, że na nią. Ale wiesz jaka zazdrosna jest Gośka. Ona zazdrości nawet jak ktoś dostanie lepszą ocenę.
(Ona orbituje oczami. On idzie po rozum do głowy i zgodnie kiwa głową)

On: No to cześć.

Ona: Cześć, do jutra.
(On idzie w kierunku zajezdni tramwajowej, Ona skręca do bloku nr. 5)
sobota, 29 maja 2010
... 9
Odwrócił głowę i zobaczył szusującego po mokrej trawie menela.
- O Kyrie, zachciało mu się towarzystwa! - pomyślał
- Uszanowanko! Najserdeczniej przepraszam szanownego pana, mógłbym się przysiąść? Jeśli szanowny się nie obrazi, jasna sprawa. Bo jeśli szanowny ma coś w opozycji, to ja, jasna sprawa, nie zawracam gitary, jak to się mówi.
Menel zawisł mu nad głową razem ze swoim tygodniowym odorem przetrawionego alkoholu i uryny. Paweł nie znosił tej pijackiej dworskości. Zdecydowanie wolałby usłyszeć "daj się pan napić", niż skomlenie, w którym tonął z pragnienia menel. Niewiele myśląc podsunął mu flaszkę.
- Oj, kochanienki, masz pan empatię - na dźwięk ostatniego słowa Pawłowi wyszły oczy z orbit - Nie każdy potrafi się domyślić co drugiemu człowiekowi w duszy gra - menel pokiwał z uznaniem głową i przechylił butelkę, wlewając wódkę profesjonalnie prosto w gardziel. Nawet nie potrzebował wydmuchać duszących oparów. Pił z taką swobodą, że brakowało tylko cynamonowego ciasteczka na białym spodeczku.
- Kobieta? - zagadnął.
Paweł milczał.
- To było pytanie retoryczne, kochaniusieńki, nie musisz odpowiadać - menel wyciągnął z kieszeni białą, haftowaną chusteczkę, zaprasowaną w kostkę. Jednym ruchem dłoni strzepnął materiał i głośno wysmarkał nos - złamane serce, kochaniusieńki, to czuć na kilometr.
Paweł był zły. Na cóż mu to towarzystwo od siedmiu boleści?! Przecież chciał siąść gdzieś na uboczu, skulić się w sobie, wypić ile da radę i nie myśleć. Tak sobie potrwać.
- Kobieta, kochaniusieńki - ciągnął dalej menel pieszcząc szyję butelki - w końcu wszystko zrozumie, ale nigdy tak jak byś sobie tego życzył.
Paweł metodycznie obrywał trawę wokół swojego buta. Nie chciało mu się wchodzić w żadne dyskusje, ani nawet bezpiecznie potakiwać. Chciał tu tylko posiedzieć w tym rowie. Alkohol począł się wchłaniać. Nastało chwilowe zawieszenie.
- Kochaniusieński, chlapnij jeszcze łyka i szukaj jej. No idź, idź jej szukaj - ponaglał menel.
Paweł popatrzył na niego anemicznym wzrokiem. Zacisnął oczy chcąc nabrać sił by je wytrzeszczyć, ale udało mu się dźwignąć powieki jedynie do połowy uchyłu.
- Po co mam jej szukać, kiedy waśnie chciaem od niej uciec?
Menel zignorował pijackie zapytanie.
- Chłopie, idź. No idź!!- z ugrzecznionego "kochaniusieńkiego" przeszedł do komend rzucanych opornemu na tresurę kundlowi. Już prawie krzyczał - No iiiidź, głuchyś jest. Idź!! Szukaj!!
- Okej, okej. Idę. Nie drzyj się tu- wybełkotał Paweł. Ostrożnie się podniósł, by złapać równowagę, podciągnął niedbale spodnie i zaczął się wspinać po śliskim, trawiastym zboczu - Idę, ale nie bede jej szukać. Zatrzymaj flaszkę. Na zdrowie.
- Idź jej szukaj!! - grzmiał menel z dna rowu - No idźź!
Paweł już go nie słuchał. Menel, szykując się do pożegnania z ostatnim łykiem, mamrotał pod nosem. Otarł ręką nabrzmiałą twarz.
- Tak, idź jej szukać. Idź. Głuchyś? Idź. Bo ona cię kocha, frajerze. Idź. Głuchyś? - szeptał swoją mantrę. Po czym westchnął i w modlitewnym uniesieniu opróżnił butelkę.

Paweł czuł, że chwilowo nie nadąża za przesuwającym się pod nogami chodnikiem.
- To było wczoraj. Wszystko było wczoraj. Borsuk Duńczyk był wczoraj. Żona moja, serce moje, wczoraj była. A z borsukiem spała przedwczoraj - dodał dla porządku - Dziś to co innego. Dziś idę się zabawić. Na miasto. Do ludzi.

22:56, czcionkam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 maja 2010
... 8
Wyszedł na Wybickiego parę razy oglądając się czy nikt nie zauważył jego napadu niszczycielstwa. Osiedle jednak trwało w ciepłym odrętwieniu. Światła okien zdawały się falować bezgłośnie przed oczami, jakby rozpalono pod nimi ogniska. Słychać było ciche brzdąknięcia kolacyjnych talerzy i rozmów. Na ścianach gdzieniegdzie niebiesko fosforyzowały poświaty włączonych dla zasady telewizorów. Drogę przebiegł mu kot, nieczarny.
- Kot? - pomyślał - Tutaj, na tym osiedlu? Gdzie nawet dzieci się hoduje? Biegający bezpańsko kot? Ale jeśli nie kot, to już nie wiem co mogłoby tu tak przebiec. W sumie, bezpańsko przebiega tu tylko życie.
Skręcił w Wąskotorową, bo zdecydował jednak zahaczyć o monopolowy.
- Żałosne, żałosne - powtarzał w myślach kupując półlitrówkę Gorzkiej Żołądkowej, odkręcając zakrętkę zaraz po wyjściu na chodnik i upijając spory haust.
- Gdyby tu był w pobliżu jakiś park, gdzie można by było usiąść i dokończyć. Choć nie. Bez sensu. Po parku jeżdżą stępa dwuosobowe i dwukonne patrole policyjne. Nie miałbym szans zwiać przed tą husarią - wszedł w bramę najbliższej kamienicy i znowu upił duszkiem spory łyk Żołądkówki - Żałosne, żałosne...
Przed oczami stanęła mu jak żywa Agata F., spoglądająca na niego z politowaniem i szczyptą obrzydzenia. Żona jego jedynego. Jak się okazało nie jedynego. Alkohol rozgrzał mu trzewia. Czekał tylko na ten jedyny w swoim rodzaju szum, studencki helikopter - Rudy XP. Ale się wtedy chlało, Chryste. Akademikowe libacje z Chyżym i Hożym odbywały się, w najintensywniejszych okresach, nawet co drugi dzień. Kiedy dokwaterowywali go na Czyżynach miał do wyboru pokój 102 i 244 na drugim piętrze, z oknem na północ. W pierwszym siedziało dwóch bliźniaków o zapaśniczej budowie ciała i waliło wódę, w drugim dwóch wampirzo przeźroczystych koleszków działkowało na blacie stołu prochy. "Lepiej chlać niż ćpać" - pomyślał i tak stał się trzecim bratem Hożego i Chyżego z Nowego Gaju w podkarpackiem.
- Przydalibyście się braciszkowie - westchnął i pociągnął kolejny łyk.
Schował owiniętą w szary papier flaszkę do reklamówki, którą dostał w monopolowym i skierował się w stronę torów kolejowych. Trawiasty rów, w którym biegła nitka torów wydał mu się odpowiednim i, na ten czas, jedynym miejscem do gorzkich, żołądkowych rozmyślań. Dotarłszy tam, rozmościł się wygodnie na zboczu, w mokrej już trawie. Wyciągnął butelkę i już podnosił ją do ust, kiedy zza pleców dobiegł go głos:
- Mogą się przysiąść?
niedziela, 02 maja 2010
... 7
Wyszedł z klatki. Odblokował pilotem alarm w samochodzie i wygodnie usadowił się na siedzeniu pasażera.
Kiedy zorientował się co wyprawia, pokręcił współczująco głową.
- Właśnie tak wyglądało moje życie - pomyślał - Wiecznie na siedzeniu obok kierowcy.
Wysiadł. Oparł głowę na lśniącym od wilgoci dachu wozu. Nagle, ni z tego ni z owego wbił kluczyk w karoserię i nabazrolił wielki penis z dwoma owłosionymi jajami. I uciekł.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6